Tusk: Budowa polskiej elektrowni atomowej opóźni się

Maleją szanse, że pierwsza w Polsce elektrownia atomowa powstanie tak, jak zaplanowano w 2024 r. Premier Donald Tusk nadal chce atomu, ale już nie wiadomo, w jakim terminie

Jeszcze w marcu wydawało się, że program atomowy idzie zgodnie z planem, bo premier Tusk zapowiedział, że dla atomu nie ma sensownej alternatywy i nie ma mowy o przerwaniu programu jądrowego. Uciął w ten sposób dyskusję, czy Polskę stać na rozwijanie równolegle dwóch projektów: atomowego i wydobycia gazu z łupków. Zainicjował ją prezes Polskiej Grupy Energetycznej (PGE) Krzysztof Kilian. Grupa PGE w projekcie atomowym pełni kluczową funkcję, bo jest odpowiedzialna za wybudowanie elektrowni.

We wtorek premier stwierdził jednak, że «miejsce dla energetyki jądrowej znajdzie się, ale w nieco odleglejszej przyszłości, niż zakładaliśmy». Dotychczas planowano, że pierwsza atomówka ruszy w Polsce ok. 2024 r., po niej druga. Mają mieć łączne moce 6000 megawat. Dzięki temu energia z atomu ma zająć poważną pozycję w naszym tzw. miksie energetycznym, obok mocy z bloków opalanych węglem kamiennym, brunatnym,gazem i zielonej energii z farm wiatrowych, paneli słonecznych i elektrowni wodnych.

Energia z atomu jest tania, ale pod warunkiem, że elektrownia już stoi i wytwarza prąd. Największe koszty to jej wybudowanie. Na polski atom potrzeba gigantycznej kwoty ok. 50 mld zł. Do tej pory nikt nie wskazał, skąd wziąć na to pieniądze.

Siłownie atomowe mają powstać dzięki spółkom PGE Energia Jądrowa i PGE EJ1, kierowanym przez byłego ministra skarbu Aleksandra Grada. Na razie trwają w nich prace przygotowawcze, które co roku kosztują Grupę PGE grube miliony złotych. Lokalizacja pod pierwszą elektrownię jest przygotowana, bo kilka lat temu PGE EJ1 kupiła 113 hektarów w lokalizacji Żarnowiec (gminy Krokowa i Gniewino). Podpisano też kontrakt z firmą WorleyParsons na wykonanie badań środowiskowych i lokalizacyjnych wart ponad 250 mln zł.

Pewne jest, że sama PGE nie udźwignie ciężaru inwestycji rzędu 50 mld zł. To, że jest jedną z najmniej zadłużonych wielkich europejskich firm energetycznych, otwiera pole do kredytowania inwestycji na dużą skalę, ale długi trzeba będzie przecież spłacić, co zmniejszy jej zyskowność i możliwości dywidendowe.

Pomóc w tym kosztownym projekcie mają inne państwowe giganty. We wrześniu zeszłego roku cztery firmy kontrolowane przez rząd: PGE, KGHM, Tauron i Enea zawarły list intencyjny dotyczący uczestnictwa w przygotowaniu, budowie i eksploatacji elektrowni jądrowej. Miał obowiązywać do 31 grudnia zeszłego roku, ale przedłużono go do 31 marca. Po tym list wygasł i zapadła cisza informacyjna. Nadal nie wiadomo, na jakich zasadach spółki mają współpracować. Ci sami partnerzy razem z PGNiG równolegle pracują nad ustaleniami dotyczącymi współpracy przy kosztownym poszukiwaniu i wydobyciu gazu łupkowego.
http://wyborcza.pl

Запись опубликована в рубрике Твое мнение должно быть услышано с метками , . Добавьте в закладки постоянную ссылку.

Добавить комментарий